SUM #11

Nie wyobrażałam sobie, że może mi tak bardzo brakować blogowania! Od jakiegoś czasu ograniczyłam się do obsługi fejsa przez telefon, przypomnienia kilku starych, ale wartych uwagi wpisów, i dokumentowania bajzlu za pomocą instagrama. Trochę mi się to mija z jakościowym blogowaniem, jakie do tej pory, mam nadzieję, z powodzeniem realizowałam. Dziś już mój Maczek dzielnie pręży się na biurku, a ja piszę post (POST!) bez jednoczesnego wycierania kurzy. Na myśl o tym, że zaraz pokażę Wam moje ostatnie tygodnie, odczuwam ekscytację. Na stronie startowej wordpressa powinni ostrzegać, że ten internetowy świat, mocno uzależnia!

Moje ostatnie tygodnie były mega intensywne. Znakomita część czasu przyjemnie zabiegana.. Trochę nowych rzeczy się nauczyłam, trochę nagotowałam pyszności, trochę z ludźmi pospotykałam, zresztą zobaczcie sami:

jest rudo blog

W tym całym przeprowadzkowym zgiełku znalazłam nieco czasu na spędzenie czasu z ludźmi, no wiecie, innymi niż PM i ekspedientki wydające resztę xD Były rozmowy i przepyszne ciastka amarantusowe (1), zajadane w akompaniamencie dwóch blond krzykaczy w wieku przedszkolnym i prześmieszna gra KIM JESTEM?, do której potrzebujesz jedynie kawałka papieru i czegoś do pisania. No i grupki przyjaciół rzecz jasna. W tej udokumentowanej rundzie (patrz zdjęcie 6), zostałam… szambonurkiem. Tak mnie załatwili. Gdy tylko zbieraliśmy się w większym gronie (wizyta Teściowej zdecydowanie pomagała), graliśmy także w moją ulubioną grę Taboo (o tej i jeszcze kilku zajebistych sposobach na spędzenie wolnego czasu, przeczytacie we wpisie gry planszowe dla dorosłych) Padały tam takie hasła: -Sławki tam nie chodzą -Kościół! albo -Mama to bardzo lubi -Seks!. Ktoś przeczytał ‘fufa’ zamiast ‘pufa’ i oddał punkt walkowerem, ktoś inny opisywał hasło ‘rodzinka’, choć na karcie wyraźnie widniała ‘rodzynka’ ;))))) Ja pomyliłam poduszkowiec z katamaranem. Polecam Wam po raz kolejny tę grę.

Wiecie już pewnie, że gotowanie przyprawia mnie o drgawki, ale jeść smacznie i zdrowo bardzo lubię… sytuacja ta wymagała pójścia na pewne kompromisy. Ugotowałam przepyszną orientalną zupę z łososiem (z przepisu kwestii smaku; zdjęcie 8), a hitem w mojej kuchni, po raz enty, jest kasza jaglana (fot. 3). Tym razem z łyżką mleka, orzechami brazylijskimi, wiórkami kokosowymi, malinami. Osłodzona miodem jest smaczna do tego stopnia, że nawet PM wcina. Musicie wypróbować to połączenie!

Lubię nowe początki (5), ten czas, kiedy na nowo badasz przestrzeń, dzielisz ją, formujesz, a z tej starej pozbywasz się wszystkiego, co odbiera wygodę i wolność. Muszę się przyznać, że w trakcie tej przeprowadzki wielokrotnie odczuwałam wstyd. Zażenowanie… jak mogliśmy zgromadzić tyle rzeczy?! Nie-do-pomyślenia. Tak mnie to ruszyło, że i osobny post napiszę. W trakcie odgruzowywania znalazłam moje stare szkice (fot. 7). Większość z nich jest z 2008 roku, kiedy to moja potrzeba wyżycia się artystycznie kazała złapać za ołówek (i/lub węgiel) i tworzyć. Ten typ pamiątek ma dla mnie dużą wartość, lubię raz na kilka lat zagłębić się w przeszłość, zbieram się w sobie, aby wreszcie przeczytać 11 pamiętników, które także ze sobą wożę :)

Ostatnio zaliczyłam też kilka fotograficznych warsztatów(2) – cinematography, product, fashion i najbardziej wyczekany, food photography, który niestety nieco mnie rozczarował. Nie będę teraz za bardzo rozpisywać się o szczegółach, przede mną jeszcze jedno takie spotkanie, a potem napiszę oddzielny wpis, relację, wraz z efektami końcowymi, okej?

Ach, nie mogłabym zapomnieć o jeszcze jednym super-hiper-świetnym wydarzeniu ostatnich dni (fot. 9) – Jest Rudo zajął trzecie miejsce, wśród blogów najchętniej polecanych w 2015 roku. Czy to nie wspaniale? Wiem, że pewnie już o tym słyszeliście (przez 3 dni nie potrafiłam myśleć o niczym innym :P), ale muszę jeszcze raz podziękować. Obiecuję, że to już ostatni. DZIĘKI! Całokształt mowy pochwalnej (pisanej w szoku, a jakże), możecie przeczytać we wpisie Warto!.

 

Kulturalnie

Wikingowieeeeee! Serial, którego dwa pierwsze odcinki obejrzałam z fochem i skwaszoną miną, a kolejne już w napięciu, jak przy sprawdzaniu testu ciążowego. Prosty i brutalny świat ludzi północy porwał mnie bez reszty. Was też może. Polecam jeśli lubicie klimaty Gry o Tron, Rzymu. Widziałam też trzeci sezon House of Cards (wiem, że Wy również ;) i tu za wiele mówić nie muszę, był też Interstellar (w końcu!), który bardzo mnie wciągnął i od początku do końca dobrze się bawiłam. Zwłaszcza, że PM masował stópki :D. Kojarzycie Zygmunta Miłoszewskiego, a właściwie jego kryminały? Nie czytałam, ale PM relacjonuje mi na bieżąco te wszystkie okropne (ale jakże pomysłowe) zbrodnie, za to nadrobiłam filmem Uwikłanie. Trochę przykra sprawa, że oglądając pierwszą scenę masz wrażenie, że rozgrywa się ona w teatrze, zaraz ktoś wkroczy na scenę, przerwie marnym aktorom i poprosi o kolejną, lepszą próbę, niestety po chwili orientujesz się, że to nikt nikomu nie wciśnie pauzy, a ‘odklepywanie’ zdania po zdaniu, permanentnie wyparło przekonywujące aktorstwo. Bardzo kiepsko zagrany film ze świetną historią. Szkoda.

 

Do nadrobienia

Mam nadzieję, że większość z Was jest z blogiem na bieżąco :), zwłaszcza, że ostatnio wpisy nie pojawiały się tu zbyt często, ale bardzo serdecznie chciałabym Was zachęcić do zapoznania się z tymi o tematyce fotograficznej:

 

Moje życie już prawie prawie odzyskało równowagę, a ja moją pożądaną rutynę (no wiecie, śniadania na słodko, dużo postów i dobre kino do późnej nocy), więc możecie spodziewać się szału nowych tematów, bo dużo się dzieje w mojej głowie ostatnio. Dużo dobrego!

Mam ambitny plan na wypuszczenie swojego newslettera (od razu dajcie znać czy bylibyście zainteresowani) i przy okazji szybka prośba – podeślijcie mi link do jakiegoś sensownego tutoriala, jak zacząć, gdzie co jak i z kim, żeby dobrze działało? Wiem, że tego jest trochę w sieci, ale nie mam w temacie żadnego doświadczenia, więc trudno mi odsiać ziarno od plew. Z góry dzięki!